-Otwórz buzię! Bez jakiegokolwiek
zawahania, czy przemyślenia automatycznie otworzyłaś szeroko usta by po chwili
poczuć w nich smak słonawych truskawek, maczanych w przepysznej czekoladzie.
Czyli poczuć smak deseru twojego partnera, który chętnie się nim dzielił
podając ci spore porcje bezpośrednio do ust.
Uwielbiałaś tego radzaju desery. Oblizałaś usta z rozkoszą, ale to nie wystarczyło ponieważ ciekła czekolada zdążyła się przedostać na brodę. Tego nie mogłaś się pozbyć językiem, w przeciwieństwie do twojego ukochanego. Który powoli przysuwał się do ciebie szurając swoim krzesłem i robiąc spory hałas na sali restauracyjnej. Sprawiło to, że kilku wścibskich gości odwróciło się w waszą stronę i obdarzyło srogimi spojrzeniami. Byłaś nieco wyczulana na takie zachowania. Uśmiechnęłaś się nieśmiało z przepraszającą miną i unikałaś ich spojrzeń.
Natomiast HeeChul był do tego przyzwyczajony, baa, on to uwielbiał. Dlatego z jeszcze większym impetem w końcu znalazł się obok ciebie i nim zdązyłaś choć postanowić mu powiedzieć, że w restauracji nie wypada robić takich rzeczy. Ten wbił się swoimi ustami w twóją brodę. Jego język szybko pozbył się czelolady i sunął coraz wyżej, aż w końcu znalazł czego szukał.
A ty byłaś słaba. Mimo, że było ci wstyd, bo wiedziałaś że wielu teraz na was patrzy i nie pochwala waszego zachowania. To nie potrafiłaś przerwać. Oddałaś mu się. Pogłębiałaś pocałunek. Twoję ręce znalazły się na jego szyji, podczas gdy on psuł ci staranie spiętego koka.
Kiedy w końcu się od ciebie oderwał, nie byłaś na to gotawa, dyszałaś ciężko i dopiero po chwili doszłaś do siebie.
Omiotłaś sale spojrzeniem. Musiałaś stwierdzić że atmosfera była na prawdę romantyczna. Ciemne, niewielkie pomieszczenie. Mieszczące w sobie sześć, dwuosobowych stolików w równych odstępach z drewnianą podłogą i wytapetowaną ścianą w kwiecisty wzór. Do tego nastrojowe białe lampiony, dajace niewielkie światło na stoliki. Właściwie idealnie.
No gdyby nie to, ze nie jesteście tam sami. A teraz wszyscy na was patrzą ze wstrętem.
Rzucasz nienawistne spojrzenie na HeeChul'a, który uśmiecha się od ucha do ucha, w ten cudowny uwodzicielski sposób i puszcza ci zalotne oczko.
W ogóle się nie przejmuje opinią innych. I za to go kochasz.
Mimo to dobrze wiesz, że pod tą maską kryje się bolesna historia. Teraz doskonale nad sobą panuje, nie zważa na ocenę innych, jest po prostu bardzo pewny sebie.
Ale nie zawsze tak było. Od zawsze kochał śpiewać. Chętnie grywał na instrumentach. Czesto występował w kawiarni swoich znajomych i dostawiał spore napiwiki, ale z czasem to się zmienilo.
W szkole średniej, miał specyficzny gust, był przeciętnym uczniem, do tego niezbyt grzecznym i pilnym. Zrywał się z lekcji, albo zwyczajnie nie uważał na słowa nauczycieli. Zamiast tego komponował nowe melodie i teksty.
Wciąż nie zaprzestawał swoich występów, ale teraz bez swego dziecięcego uroku nie był już tak gromko oklaskiwany.
Miał rzeszę wiernych fanów, ale poza tym ludzie śmiali sie z jego coraz to tragiczniejszych tekstów. Dzieci w szkole go wyśmiewały. W końcu sam HeeChul miał tego dosyć i od tamtej pory każdy kto powiedział złe słowo o jego twórczości czy stylu bycia. Był zapisywany w jego pamięci,a później gnębiony.
I nie ważne czy przeciwnik był większy czy silniejszy. HeeChul tak nie nawidził krytyki, że w szale potrafił sporym kosztem pobić do nieprzytomności dosłownie każdego, nawet sporą grupę. Nigdy nikomu nie odpuszczał. Był bardzo wrażliwy na tym punkcie. Sam z nikogo się nie śmiał i oczekiwał tego samego od innych.
Jego rodzina była wszytkim wsztrząśnięta. Często musieli go odbierać z komisariatów i płacić spore kaucje, do tego częste kontuzje, rachunki za szpital i leki.
A jego stan się nie poprawiał ani trochę. Zaczęli więc go ciągać po psychologach, grupach wsparcia i tym podobnych. Ale nic mu nie pomagało.
Aż pewnego dnia jego rodzice przeżyli szok. Bo oto na ich oczach ktoś zkrytykował jego twórczość przy występie w kawiarni. HeeChul wstał, jego ojciec był gotowy do interwencji, ale ten nie rzucił się z pięściami na krytyka, tylko po prostu przeszedł dalej olewajac zaistniałą sytuacje. A zmierzał wtedy do ciebie, na wasze drugie z kolei spotkanie i pierwszą prawdziwą randkę.
Sam wciąż powtarzał, że to ty go tak zmieniłaś, ze wystarczyło twoje jedno spojrzenie, jedno słowo, jeden ruch by zrozumiał że to bez sensu.
Teraz się z tego smiejesz, ale z biegiem czasu zaczynasz myśleć, ze to prawda, bo odkąd się spotykacie, odkąd jesteście parą on nie podniósł ręki na nikogo.
Po prostu się zmienił i teraz jest jeszcze wspanialszy niż był.
Nie potrafiliście długo wytrzymać bez siebie nawzajem. Kiedy ty pracowałaś w kwiaciarni, ten odwiedzał cię w przerwach swojego zajęcia, a po pracy odbierał cię swoim samochodem i wracaliście razem do wspólnego mieszkania.
Tak miało być i wtedy. Z niecierpliwością czekałaś na ukochanego. Odstukiwałaś długopisem rytm zegara o blat. Jeszcze tylko kilka minut do zamknięcia i kilkanaście do jego przyjazdu. Na samą myśl nerwowo poprawiasz fryzurę.
W końcu ostatni klient i wreszcie. Po bardzo wymagającej staruszce, która koniecznie chciała sprawdzić jak wygląda wiązanka z każdym rodzajem kwiatów po kolei, możesz odetchnąć, założyć kurtkę i zamykając lokal wyjść na ulice. Gdzie pozostaje ci czekać na HeeChula.
Jak zwykle przechadzasz się uliczką w stronę, z której ma podjechać czarne audi twojego ukochanego.
Chłodny wiatr rozwiewa rozpuszczone włosy. Krzyżujesz ręce by było ci cieplej i zwiększasz tempo. Coś długo go nie ma. Sprawdzasz skrzynkę odbiorczą w telefonie, ale żadnej wiadomości. Czy stało się coś złego, a może po prostu nie przyjedzie i powinnaś była iść na autobus? Co chwila zerkasz nerwowo na zegarek. W końcu przed tobą na jezdni widać dwa jasne światła. Uśmiechasz się i zatrzymujesz. To oczywiście czarne audi, na które tak bardzo czekałaś.
Wsiadasz na wygodnie skórzane siedzenie, zapinasz pas i zamykasz drzwi. Z uśmiechem na ustach nastawiasz się do pocałowania w policzek ukochanego, jak to masz w zwyczaju kiedy odbiera cię z pracy, ale kiedy się do niego odwracasz przeżywasz szok.
To nie on. To ktoś inny.
Twój ukochany nie wdałby sie w bójkę, a ten tutaj, wygląda jakby w pojedynkę chciał rozgromić sporą grupę mięśniaków. Ogromne sińce na czole i policzkach, spuchnięte pół twarzy, zadrapania na łukach brwiowych i dolnej wardze, z których jeszcze sączy się krew lub już zakrzepła. Na rękach to samo. Fioletowe sinńe, krwiaki.
- Przepraszam, ale to nie była moja wina, wysłuchaj mnie. Od razu chciał przejść do wyjaśnień, ale to nie miało znaczenia. Obiecał ci, że dopóki będzie cię kochał, dopóty nie wda się w żadną bójkę. Proszę nie płacz- mówił dalej, ale ty już nie słuchałaś. Odtrąciłaś rękę, która chciała zetrzeć twoje łzy. I wysiadłaś z samochodu.
Może twoja reakcja była zbyt pochopna, ale wiedziałaś jaki był przed przemianą, słyszałaś opowieści i relacje świadków. Byłaś tym wstrząśnięta. Wiele razy cię uprzedzano co może się stać, kiedy on znów polegnie. Nie słuchałaś wtedy tego, wierzyłaś w niego, ale teraz, teraz kiedy stało sie być może nieuniknione. Bałaś się.
Twój płacz roznosiło echo uliczki. Płakałaś nie ze strachu czy zakłopotania, płakałaś bo szkoda ci go było, bo go kochałaś i powoli traciłaś.
Nie słyszałaś nic oprócz własnego przyśpieszonego oddechu i tupania obcasów o chodnik. Co chwila wycierałaś oczy z łez. Chciałaś wiedzieć co się stało, dać mu sie wytłumaczyć, ale bałaś się.
Skoro on znów kogoś pobił, równie dobrze mógł to zrobić kolejny raz. A może nawet pobić ciebie. Na tę myśl rozpłakałaś sie jeszcze bardziej i zwiększyłaś tempo.
Rozległ się trzask zamykanych z impetem drzwi samochodu i twoje imię wykrzyczane ochrypłym zmęczonym głosem. Odwróciłaś się, a on szedł za tobą. W panice zaczęłaś biec coraz szybciej, aby sie przed nim ukryć.
Wbiegłaś w jakąś boczną uliczkę. Nie miałaś już siły dalej tego ciągnąć oparłaś się o ścianę. Starałaś zachowywać się jak najciszej, ale twój niespokojny, ciężki oddech i ciągłe szlochanie zdradzało twoje położenie.
- HyoSoo proszę daj mi się wytłumaczyć. HeeChul oczywiście cię znalazł, wciąż wyglądał strasznie, tylko że dlaczego wraz z jego przybyciem przestałaś płakać, poczułaś sie bezpiecznie i chciałaś rzucić mu się w ramiona?
Podszedł jeszcze bliżej. Nie miałaś odwagi zrobić jakiegokolwiek ruchu. Po prostu stałaś patrząc na swoje buty. Stał bardzo blisko ciebie. Domyśliłaś się że bardzo chce abyś spojrzała mu w oczy, ale nie miałaś siły podnieść głowy.
Jego lewa ręka znalazła sie przy twoim prawym ramieniu, a druga po drugiej stronie tak że nie mogłaś mu teraz uciec.
Przybliżył się jeszcze bardziej. Zaczął szeptać ci do ucha.
- Nie złamałem obietnicy. Jakiś koleś rozpoznał mnie na ulicy. On, on zaczął wygadywać straszne rzeczy. HeeChul cały drżał, mówił bardzo cicho i często się jąkał- straszne rzeczy o tobie- kontynuował- obrażał cię nie mogłem tego znieść, powiedziałem mu żeby przestał, ale robił to dalej. Ja, ja musiałem. W tym momencie chłopak prawą pięścią z całej siły wymierzył cios w ścianę za tobą, tak że usłyszałaś pęknięcie i byłaś pewna, że to nie ściana. Potem bezsilny oparł głowę o ścianę na wysokości twoich oczu. Prawie szlochając mówił dalej.
- Wybacz mi na prawdę tego nie chciałem. On nie przestawał. Ale ja z nim nie walczyłem. Chciałem go uderzyć, chciałem żeby nigdy tak o tobie nawet nie pomyślał, nie mogłem pozwolić by ktoś tak cię obrażał. Ale wtedy przypomniałem sobie nasze rozmowy. Przypomniałem sobie, że tylko to co ty mówisz ma jakiekolwiek znaczenie, a reszta jest bez sensu i kompletnie nie ważna. Dlatego chciałem odejść, ale jego paczka mnie dorwała. Pobili mnie, ale obiecuje, że żadnego nie dotknąłem. Ja wiedziałem co ci obiecałem. Ale nie miałem wyboru, proszę wybacz mi.
Mogłaś dać sobie głowę uciąć, że jego łza znalazła się na twoim policzku i zmieszała z własnymi.
Teraz chciałaś śmiać się z całej sytuacji. Oczywiście, że mu wierzyłaś. Oplotłaś go rękoma i przyciągnęłaś jeszcze bliżej do siebie.
- Ciiii, nic się nie stało, oczywiście, że ci wierze. Jesteś wielki. Kocham Cię. Szeptałaś mu czule do ucha.
Karciłaś się w myślach, jak mogłaś go podejrzewać o tak straszne rzeczy?
Staliście tak długą chwilę, aż w końcu HeeChul pozwolił ci zaprowadzić siebie do samochodu. Tam opatrzyłaś mu rany samochodową apteczką, bo uparł się, że nie potrzebuje lekarza.
Już nie wyglądał strasznie. Z zadrapaniami, siniakami i opuchnięty do tego spora ilość plastrów i bandaży. Teraz wyglądał śmiesznie.
Tak bardzo cię kochał, że dał się pobić byle tylko dotrzymać danej ci obietnicy.
- HyoSoo chcesz tą truskawkę czy nie? No i powrót do rzeczywistości. Ukochany karmi cię lewą ręką, bo prawa nadal jest zabandażowana i bardzo boli.
- Mam dość truskawek daj mi samą czekoladę. Jak chciałaś tak zrobił. Śmialiście się i wygłupialiście.
Tylko ty znasz prawdziwego HeeChul'a.
On dla ciebie zrobi wszystko i często to potwierdza. Dla niego liczysz się tylko ty. Jesteś dla niego całym światem, jesteś dla niego wszystkim.
- Kocham Cię HyoSoo.
Uwielbiałaś tego radzaju desery. Oblizałaś usta z rozkoszą, ale to nie wystarczyło ponieważ ciekła czekolada zdążyła się przedostać na brodę. Tego nie mogłaś się pozbyć językiem, w przeciwieństwie do twojego ukochanego. Który powoli przysuwał się do ciebie szurając swoim krzesłem i robiąc spory hałas na sali restauracyjnej. Sprawiło to, że kilku wścibskich gości odwróciło się w waszą stronę i obdarzyło srogimi spojrzeniami. Byłaś nieco wyczulana na takie zachowania. Uśmiechnęłaś się nieśmiało z przepraszającą miną i unikałaś ich spojrzeń.
Natomiast HeeChul był do tego przyzwyczajony, baa, on to uwielbiał. Dlatego z jeszcze większym impetem w końcu znalazł się obok ciebie i nim zdązyłaś choć postanowić mu powiedzieć, że w restauracji nie wypada robić takich rzeczy. Ten wbił się swoimi ustami w twóją brodę. Jego język szybko pozbył się czelolady i sunął coraz wyżej, aż w końcu znalazł czego szukał.
A ty byłaś słaba. Mimo, że było ci wstyd, bo wiedziałaś że wielu teraz na was patrzy i nie pochwala waszego zachowania. To nie potrafiłaś przerwać. Oddałaś mu się. Pogłębiałaś pocałunek. Twoję ręce znalazły się na jego szyji, podczas gdy on psuł ci staranie spiętego koka.
Kiedy w końcu się od ciebie oderwał, nie byłaś na to gotawa, dyszałaś ciężko i dopiero po chwili doszłaś do siebie.
Omiotłaś sale spojrzeniem. Musiałaś stwierdzić że atmosfera była na prawdę romantyczna. Ciemne, niewielkie pomieszczenie. Mieszczące w sobie sześć, dwuosobowych stolików w równych odstępach z drewnianą podłogą i wytapetowaną ścianą w kwiecisty wzór. Do tego nastrojowe białe lampiony, dajace niewielkie światło na stoliki. Właściwie idealnie.
No gdyby nie to, ze nie jesteście tam sami. A teraz wszyscy na was patrzą ze wstrętem.
Rzucasz nienawistne spojrzenie na HeeChul'a, który uśmiecha się od ucha do ucha, w ten cudowny uwodzicielski sposób i puszcza ci zalotne oczko.
W ogóle się nie przejmuje opinią innych. I za to go kochasz.
Mimo to dobrze wiesz, że pod tą maską kryje się bolesna historia. Teraz doskonale nad sobą panuje, nie zważa na ocenę innych, jest po prostu bardzo pewny sebie.
Ale nie zawsze tak było. Od zawsze kochał śpiewać. Chętnie grywał na instrumentach. Czesto występował w kawiarni swoich znajomych i dostawiał spore napiwiki, ale z czasem to się zmienilo.
W szkole średniej, miał specyficzny gust, był przeciętnym uczniem, do tego niezbyt grzecznym i pilnym. Zrywał się z lekcji, albo zwyczajnie nie uważał na słowa nauczycieli. Zamiast tego komponował nowe melodie i teksty.
Wciąż nie zaprzestawał swoich występów, ale teraz bez swego dziecięcego uroku nie był już tak gromko oklaskiwany.
Miał rzeszę wiernych fanów, ale poza tym ludzie śmiali sie z jego coraz to tragiczniejszych tekstów. Dzieci w szkole go wyśmiewały. W końcu sam HeeChul miał tego dosyć i od tamtej pory każdy kto powiedział złe słowo o jego twórczości czy stylu bycia. Był zapisywany w jego pamięci,a później gnębiony.
I nie ważne czy przeciwnik był większy czy silniejszy. HeeChul tak nie nawidził krytyki, że w szale potrafił sporym kosztem pobić do nieprzytomności dosłownie każdego, nawet sporą grupę. Nigdy nikomu nie odpuszczał. Był bardzo wrażliwy na tym punkcie. Sam z nikogo się nie śmiał i oczekiwał tego samego od innych.
Jego rodzina była wszytkim wsztrząśnięta. Często musieli go odbierać z komisariatów i płacić spore kaucje, do tego częste kontuzje, rachunki za szpital i leki.
A jego stan się nie poprawiał ani trochę. Zaczęli więc go ciągać po psychologach, grupach wsparcia i tym podobnych. Ale nic mu nie pomagało.
Aż pewnego dnia jego rodzice przeżyli szok. Bo oto na ich oczach ktoś zkrytykował jego twórczość przy występie w kawiarni. HeeChul wstał, jego ojciec był gotowy do interwencji, ale ten nie rzucił się z pięściami na krytyka, tylko po prostu przeszedł dalej olewajac zaistniałą sytuacje. A zmierzał wtedy do ciebie, na wasze drugie z kolei spotkanie i pierwszą prawdziwą randkę.
Sam wciąż powtarzał, że to ty go tak zmieniłaś, ze wystarczyło twoje jedno spojrzenie, jedno słowo, jeden ruch by zrozumiał że to bez sensu.
Teraz się z tego smiejesz, ale z biegiem czasu zaczynasz myśleć, ze to prawda, bo odkąd się spotykacie, odkąd jesteście parą on nie podniósł ręki na nikogo.
Po prostu się zmienił i teraz jest jeszcze wspanialszy niż był.
Nie potrafiliście długo wytrzymać bez siebie nawzajem. Kiedy ty pracowałaś w kwiaciarni, ten odwiedzał cię w przerwach swojego zajęcia, a po pracy odbierał cię swoim samochodem i wracaliście razem do wspólnego mieszkania.
Tak miało być i wtedy. Z niecierpliwością czekałaś na ukochanego. Odstukiwałaś długopisem rytm zegara o blat. Jeszcze tylko kilka minut do zamknięcia i kilkanaście do jego przyjazdu. Na samą myśl nerwowo poprawiasz fryzurę.
W końcu ostatni klient i wreszcie. Po bardzo wymagającej staruszce, która koniecznie chciała sprawdzić jak wygląda wiązanka z każdym rodzajem kwiatów po kolei, możesz odetchnąć, założyć kurtkę i zamykając lokal wyjść na ulice. Gdzie pozostaje ci czekać na HeeChula.
Jak zwykle przechadzasz się uliczką w stronę, z której ma podjechać czarne audi twojego ukochanego.
Chłodny wiatr rozwiewa rozpuszczone włosy. Krzyżujesz ręce by było ci cieplej i zwiększasz tempo. Coś długo go nie ma. Sprawdzasz skrzynkę odbiorczą w telefonie, ale żadnej wiadomości. Czy stało się coś złego, a może po prostu nie przyjedzie i powinnaś była iść na autobus? Co chwila zerkasz nerwowo na zegarek. W końcu przed tobą na jezdni widać dwa jasne światła. Uśmiechasz się i zatrzymujesz. To oczywiście czarne audi, na które tak bardzo czekałaś.
Wsiadasz na wygodnie skórzane siedzenie, zapinasz pas i zamykasz drzwi. Z uśmiechem na ustach nastawiasz się do pocałowania w policzek ukochanego, jak to masz w zwyczaju kiedy odbiera cię z pracy, ale kiedy się do niego odwracasz przeżywasz szok.
To nie on. To ktoś inny.
Twój ukochany nie wdałby sie w bójkę, a ten tutaj, wygląda jakby w pojedynkę chciał rozgromić sporą grupę mięśniaków. Ogromne sińce na czole i policzkach, spuchnięte pół twarzy, zadrapania na łukach brwiowych i dolnej wardze, z których jeszcze sączy się krew lub już zakrzepła. Na rękach to samo. Fioletowe sinńe, krwiaki.
- Przepraszam, ale to nie była moja wina, wysłuchaj mnie. Od razu chciał przejść do wyjaśnień, ale to nie miało znaczenia. Obiecał ci, że dopóki będzie cię kochał, dopóty nie wda się w żadną bójkę. Proszę nie płacz- mówił dalej, ale ty już nie słuchałaś. Odtrąciłaś rękę, która chciała zetrzeć twoje łzy. I wysiadłaś z samochodu.
Może twoja reakcja była zbyt pochopna, ale wiedziałaś jaki był przed przemianą, słyszałaś opowieści i relacje świadków. Byłaś tym wstrząśnięta. Wiele razy cię uprzedzano co może się stać, kiedy on znów polegnie. Nie słuchałaś wtedy tego, wierzyłaś w niego, ale teraz, teraz kiedy stało sie być może nieuniknione. Bałaś się.
Twój płacz roznosiło echo uliczki. Płakałaś nie ze strachu czy zakłopotania, płakałaś bo szkoda ci go było, bo go kochałaś i powoli traciłaś.
Nie słyszałaś nic oprócz własnego przyśpieszonego oddechu i tupania obcasów o chodnik. Co chwila wycierałaś oczy z łez. Chciałaś wiedzieć co się stało, dać mu sie wytłumaczyć, ale bałaś się.
Skoro on znów kogoś pobił, równie dobrze mógł to zrobić kolejny raz. A może nawet pobić ciebie. Na tę myśl rozpłakałaś sie jeszcze bardziej i zwiększyłaś tempo.
Rozległ się trzask zamykanych z impetem drzwi samochodu i twoje imię wykrzyczane ochrypłym zmęczonym głosem. Odwróciłaś się, a on szedł za tobą. W panice zaczęłaś biec coraz szybciej, aby sie przed nim ukryć.
Wbiegłaś w jakąś boczną uliczkę. Nie miałaś już siły dalej tego ciągnąć oparłaś się o ścianę. Starałaś zachowywać się jak najciszej, ale twój niespokojny, ciężki oddech i ciągłe szlochanie zdradzało twoje położenie.
- HyoSoo proszę daj mi się wytłumaczyć. HeeChul oczywiście cię znalazł, wciąż wyglądał strasznie, tylko że dlaczego wraz z jego przybyciem przestałaś płakać, poczułaś sie bezpiecznie i chciałaś rzucić mu się w ramiona?
Podszedł jeszcze bliżej. Nie miałaś odwagi zrobić jakiegokolwiek ruchu. Po prostu stałaś patrząc na swoje buty. Stał bardzo blisko ciebie. Domyśliłaś się że bardzo chce abyś spojrzała mu w oczy, ale nie miałaś siły podnieść głowy.
Jego lewa ręka znalazła sie przy twoim prawym ramieniu, a druga po drugiej stronie tak że nie mogłaś mu teraz uciec.
Przybliżył się jeszcze bardziej. Zaczął szeptać ci do ucha.
- Nie złamałem obietnicy. Jakiś koleś rozpoznał mnie na ulicy. On, on zaczął wygadywać straszne rzeczy. HeeChul cały drżał, mówił bardzo cicho i często się jąkał- straszne rzeczy o tobie- kontynuował- obrażał cię nie mogłem tego znieść, powiedziałem mu żeby przestał, ale robił to dalej. Ja, ja musiałem. W tym momencie chłopak prawą pięścią z całej siły wymierzył cios w ścianę za tobą, tak że usłyszałaś pęknięcie i byłaś pewna, że to nie ściana. Potem bezsilny oparł głowę o ścianę na wysokości twoich oczu. Prawie szlochając mówił dalej.
- Wybacz mi na prawdę tego nie chciałem. On nie przestawał. Ale ja z nim nie walczyłem. Chciałem go uderzyć, chciałem żeby nigdy tak o tobie nawet nie pomyślał, nie mogłem pozwolić by ktoś tak cię obrażał. Ale wtedy przypomniałem sobie nasze rozmowy. Przypomniałem sobie, że tylko to co ty mówisz ma jakiekolwiek znaczenie, a reszta jest bez sensu i kompletnie nie ważna. Dlatego chciałem odejść, ale jego paczka mnie dorwała. Pobili mnie, ale obiecuje, że żadnego nie dotknąłem. Ja wiedziałem co ci obiecałem. Ale nie miałem wyboru, proszę wybacz mi.
Mogłaś dać sobie głowę uciąć, że jego łza znalazła się na twoim policzku i zmieszała z własnymi.
Teraz chciałaś śmiać się z całej sytuacji. Oczywiście, że mu wierzyłaś. Oplotłaś go rękoma i przyciągnęłaś jeszcze bliżej do siebie.
- Ciiii, nic się nie stało, oczywiście, że ci wierze. Jesteś wielki. Kocham Cię. Szeptałaś mu czule do ucha.
Karciłaś się w myślach, jak mogłaś go podejrzewać o tak straszne rzeczy?
Staliście tak długą chwilę, aż w końcu HeeChul pozwolił ci zaprowadzić siebie do samochodu. Tam opatrzyłaś mu rany samochodową apteczką, bo uparł się, że nie potrzebuje lekarza.
Już nie wyglądał strasznie. Z zadrapaniami, siniakami i opuchnięty do tego spora ilość plastrów i bandaży. Teraz wyglądał śmiesznie.
Tak bardzo cię kochał, że dał się pobić byle tylko dotrzymać danej ci obietnicy.
- HyoSoo chcesz tą truskawkę czy nie? No i powrót do rzeczywistości. Ukochany karmi cię lewą ręką, bo prawa nadal jest zabandażowana i bardzo boli.
- Mam dość truskawek daj mi samą czekoladę. Jak chciałaś tak zrobił. Śmialiście się i wygłupialiście.
Tylko ty znasz prawdziwego HeeChul'a.
On dla ciebie zrobi wszystko i często to potwierdza. Dla niego liczysz się tylko ty. Jesteś dla niego całym światem, jesteś dla niego wszystkim.
- Kocham Cię HyoSoo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz